Barometr sukcesyjny w dół! Czy nadchodzi masowa wyprzedaż firm rodzinnych?

Udostępnij:

Wg badania BAROMETR SUKCESYJNY przeprowadzanego w naszym kraju przez Instytut Biznesu Rodzinnego, w przypadku Polski jedynie 6,3% badanych „dzieci” firm rodzinnych deklaruje swoje zainteresowanie sukcesją. Czy oznacza to masową wyprzedaż polskich firm rodzinnych w najbliższym czasie? Obraz niepokojący, choć uważam, że nie musi się wcale sprawdzić. Dotychczas przyjmowano na podstawie różnych badań, że drugie pokolenie przejmie ok. 30% firm rodzinnych. Skąd taka duża, prawie pięciokrotna różnica? Uważam, że z "mądrości etapu życia" badanych studentów, która zmieni się potem wraz z kolejnymi etapami życia.

Do podjęcia tematu tego badania skłoniły mnie rozmowy z red. Szymonem Krawcem z tygodnika WPROST oraz Agnieszką Barańską, kierującą studiami dla firm rodzinnych tzw. FBA (Family Business Academy) w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej. Badanie to jest bardzo ciekawe i warte zapoznania się, przede wszystkim ze względu na niespotykaną do tej pory skalę. Na całym świecie przepytano wg tej samej metodologii prawie 110 tys. studentów. W polskiej edycji wzięło udział prawie 12 tysięcy studentów z 36 wyższych uczelni o średnim wieku 22 lat. Autorzy traktują ich jako potencjalnych sukcesorów firm rodzinnych. Badanie oparte jest na Teorii Planowego Zachowania. A celem badania była weryfikacja, które z czynników wpływają na predyspozycje do przedsiębiorczości studentów: czy czynniki „generowane” przez wyższe uczelnie, czy są to inne czynniki, m.in.: indywidualne cechy charakteru, wyznawane wartości oraz podłoże rodzinne.

Zaskoczony jestem obrazem liczebności rodzin badanych polskich studentów: jedynie 13% to jedynacy (-czki), a 42% studentów ma jeszcze co najmniej dwójkę rodzeństwa. W tej populacji 33% nie ma rodzeństwa starszego od siebie, co po odjęciu 13% jedynaków daje tylko 20% pierworodnych wśród rodzeństwa. Czyli 80% badanych to MŁODSZE RODZEŃSTWO! Polscy studenci dłużej niż zagraniczni mieszkają pod dachem rodziców – z powodu tradycji i zwykłej kalkulacji.  Chłopcy, którzy deklarują, mieszkanie z rodzicami przynajmniej do ślubu, rzadziej zakładają swoje firmy i rzadziej też chcą być sukcesorami. Wolą zaś pracę najemną. To nie tylko fakt, to raczej diagnoza ich przygotowania do dorosłości!

Karierę bezpośrednio po studiach polscy studenci/studentki widzą następująco: 7,2% chce być sukcesorem, 19% właścicielem, 63,4% pracownikiem a po kolejnych 5 latach już jedynie 6,3% chce nadal być sukcesorem, aż 48,4% właścicielem a 33% pracownikiem. Zaś w innych krajach chęć powrotu do biznesu rodzinnego rośnie po kilku latach.

Bez paniki! Niski poziom deklarowanej chęci sukcesji bezpośrednio po studiach świadczy o zdrowym rozsądku młodzieży, a nie o zagrożeniu procesów sukcesyjnych. Spójrzmy jeszcze raz na populację! Co ma myśleć o swoich szansach sukcesji:

22 letni student bez jakiejkolwiek praktyki zawodowej,

mający w 80% starsze rodzeństwo,

planujący mieszkać pod jednym dachem z rodzicami (czyli w sumie nie jako ludzie w pełni samodzielni społecznie) jeszcze wiele lat,

którego rodzice są w wieku ok. 55 – 60 lat, co wróży przy wydłużających się życiu i możliwościach aktywności zawodowej jeszcze ok. 15 lat czekania, aż starsze pokolenie zechce oddać stery?

Jak duża i stabilna (lub z jakim potencjałem) musi być firma rodzinna aby zamiast utrzymać rodzinę 2 + 3 (jak dotychczas) dać w perspektywie np. 15 lat taki sam poziom życia rodzinie trzypokoleniowej 2 założycieli + 3 pełnowymiarowe rodziny (dajmy na to każda z dwójką dzieci) co daje razem konieczność utrzymania 14 osób zamiast 5? 

Nie wiem czy badani studenci przeprowadzili to obliczenie i rozumowanie, ale intuicyjnie chyba wiedzą co robić lepiej od badaczy. Autorzy badania jedynie przedstawili zjawisko i powstrzymali się przed interpretacją i wyjaśnianiem przyczyn. Ze swojej strony Teorię Planowego Zachowania dla próby interpretacji wyników badania uzupełniłbym Mądrością Tłumu (np. James Surowiecki).  

Dobrze więc, że w swej masie dzieci firm rodzinnych rozpoczynają karierę poza nią, ponieważ:

mają szansę poznać inną kulturę i technikę,

mogą porównać i wybrać SWOBODNIE co najlepsze dla nich,

poznają swoją „rynkową” wartość,

umożliwiają rodzicom dalszą aktywność zawodową,

stwarzają przestrzeń dla "zwykłych" kontaktów rodzinnych bez mieszania do nich spraw firmowych.

Uważam, że dzieci te wcale nie są „stracone” dla biznesu rodzinnego. Co więcej, mogą wejść do niego jako DOJRZALI ludzie. Potrzeba jedynie odpowiedniego zaplanowania procesu sukcesji:

jako procesu przekazania przywództwa a nie władzy czy majątku,

zmieniającego strukturę z nastawionej na podporządkowanie konkretnej osobie, na organizację zorientowaną na osiąganie celów, bez względu na osobowość i "pochodzenie" aktualnego CEO,

nastawionego na współdziałanie rodziny ze szczebla bardziej kontroli niż operacyjnego zarządzania,

bez ambicji lub przymusu lokowania każdego członka rodziny na stanowisku firmowym – praca rodziny w firmie to możliwość a nie obowiązek czy przywilej,

z utrzymywaniem bliskich więzi rodzinnych WOKÓŁ a nie wewnątrz firmy rodzinnej.

Istotą udanej sukcesji jest w tym wypadku zachowanie integralności rodziny w sprawowaniu przywództwa. Temu służy Ład Rodzinny, który narzuca ramy współdziałania siłą rzeczy oddalającej się od siebie i od firmy, bo rozrastającej się rodziny. Zrozumienie dynamiki rodziny na poszczególnych etapach jej rozwoju, schyłku i odradzania i połączenie tej wiedzy ze strukturami utrzymującymi relacje rodzinne wokół firmy jest właśnie kluczem do sukcesu! Tej wiedzy trudno wymagać od studentów, ale można już spodziewać się od 40 latków, którzy mają już swoje rodziny. Właśnie dopiero w tym momencie powinni podejmować swoje decyzje o modelu sukcesji. 

Spokojnie! Firmy rodzinne nie pójdą masowo na sprzedaż, choć może doradcy finansowi  wietrząc prowizje dla siebie już zacierają ręce czytając powierzchownie wyniki badania. Jeśli rodzice i dzieci ufają sobie wzajemnie, są w dobrej kondycji i otwarci na siebie, to można tak przebudować zarówno firmę jak i rodzinę, żeby kolejne pokolenia mogły kontynuować dzieło przodków, choć niekoniecznie w taki sam sposób. Bo czasy się zmieniają!