Majątek, rodzina i sprawiedliwość

Udostępnij:

Choć się z tym nie zgadzam, to sukcesję często  postrzega się jako przede wszystkim problem podziału majątku. Pod względem prawnym reguły są znane – technikę i instrumenty do realizacji woli Seniorów dopasują prawnicy. Jednak wola dotychczasowych właścicieli majątku powinna brać pod uwagę aspiracje sukcesorów oraz ich poczucie sprawiedliwości. Na ten wątek sukcesji biznesowej zwrócił moją uwagę (chyba wbrew intencji reżysera) nagrodzony w 2011 w Cannes film Andrieja Zwiagincewa pod tytułem Elena.

Fabuła koncentruje się na kilku dniach życia rodziny, której głowa – Władymir – spieniężyła już swój biznes i żyje w dostatku w apartamencie na moskiewskiej Złotej Mili z drugą żoną – tytułową Eleną. To on ustala reguły gry, bo trzyma kasę. Nie prowadzi już biznesu, a dzień spędza w fitness clubie dbając o siebie. Jest człowiekiem zasadniczym, o twardych choć uczciwych zasadach, opartych na pogardzie dla darmozjadów. Takimi darmozjadami była jego pierwsza żona, którą przegnał, a dziś są nimi jej i jego córka Katia – bezczelna i nowoczesna wielkomiejska dwudziestokilkulatka oraz rodzina syna drugiej żony – lumpy z blokowiska pijące piwo i grające na playstation, czasami chuliganiące. Elena spełnia rolę bardziej gospodyni niż żony za cenę izolacji od syna i jego rodziny oraz nadzieję, że po jego śmierci los się do niej i jej rodziny uśmiechnie. Na razie jednak Elena akceptuje reguły gry, choć Władymir odmawia zasponsorowania łapówki, pozwalającej wnukowi Eleny na uchylenie się od poboru do wojska i przyjęcie na studia. Należy tu pamiętać, że służba poborowego w Rosji często kończy się śmiercią lub kalectwem. Jednocześnie nie odmawia jednak finansowania swojej marnotrawnej córce Katii. Wszystko jest zgodne z regułami, które wyznacza Władymir – każdy zna swoje miejsce. Jednak gdy w wyniku zawału Władymir zamierza spisać testament i przeznaczyć cały majątek córce z, uczciwym jego zdaniem, zabezpieczeniem dożywotniej renty Elenie, ta ostatnia truje męża, aby dziedziczenie ustawowe dające jej połowę majątku ‘zdążyło’ przed testamentem. Jej zamysł udaje się – zbrodnia nie zostaje wykryta, testamentu nie ma, ona otrzymuje swoją dolę, a lumpy z przedmieścia rozpijają kolejne piwo już w apartamentowcu.

Film ten miał wiele recenzji. Pominę kwestie montażu, zdjęć i gry aktorskiej. Całość z muzyką Philipa Glassa tworzy zimny i niepokojący klimat. Uderzyło mnie, że mało kto w recenzjach zwracał uwagę nie na Elenę (czyli skutek), ale na Władymira (czyli przyczynę). To jego plan sukcesji oraz styl odejścia uruchomił lawinę zdarzeń, których stał się ofiarą. Stawiam przewrotną tezę, że Elena zbrodnią chciała przywrócić sprawiedliwość w rodzinie.

Po pierwsze, Władymir nikomu nie pozwolił na samodzielność. Wszyscy byli od niego zależni. Nie wiemy, czy faktycznie się do niczego nie nadawali (tak chyba jest z pasierbem – synem Eleny), czy to wynik jego błędów wychowawczych bądź nieufności. Niby się wycofał, ale trzymał wszystkie sznurki – typowy Monarcha! Zmiana reguł przez inne osoby możliwa jest jedynie przez unicestwienie Monarchy. Jego nie można przekonać do swojej racji – jego można tylko zabić, aby tej racji dopiąć.

Po drugie, gdy Władymir po zawale zajrzał w oczy śmierci, zmienił swoje twarde zasady i, przy pierwszych oznakach uczucia córki marnotrawnej, postanowił wzmocnić jej miłość zapisując jej całymajątek. Dokonał jawnej dyskryminacji Eleny, choć ta trwała przy nim przez lata, kiedy Katię los ojca nic nie obchodził, poza regularnością przelewów na konto. Wspólnota krwi okazała się ważniejsza. Córka miała od niego otrzymać szansę, której odmówiono rodzinie syna Eleny.

Po trzecie, biznesu rodzinnego już nie było – był tylko majątek. Nie było wehikułu napędzającego i integrującego rodzinę,stwarzającego jej perspektywę i motywację do współdziałania. Nie było łączenia - zostało jedynie dzielenie.

Po czwarte, paradoksalnie po decyzji Władymira, Elena również zastosowała wobec niego prawo pierwszeństwa ale WŁASNEJ krwi – los rodziny jej syna przedłożyła nad lojalność wobec męża. A że wiedziała, że to ostatni moment na akcję – więc się nie cofnęła przed zbrodnią.

Po piątekomunikacja zawodzi. Bohaterowie mówią do siebie, ale nie rozmawiają ze sobą.

Oczywiście, scenariusz można przyjąć za fikcję. Część publicystów, zupełnie moim zdaniem bez sensu, próbowała wpleść w swoje interpretacje krytykę współczesnego społeczeństwa i ustroju rosyjskiego. Nic bardziej mylnego! Film jest jak najbardziej uniwersalny. Okoliczności i motywy postaci po odarciu z lokalnego kolorytu są wspólne dla wszystkich rozwiniętych społeczeństw. Odnoszą się one do sytuacji, w których Senior ma najbliższych za nic i, co więcej, wydaje mu się, że ustanawiając i zmieniając reguły jest sprawiedliwy.

Polecam ten film rodzinom biznesowym i ich doradcom. Nie tylko dla jego walorów artystycznych, ale jako punkt wyjściowy do rozważań o planowaniu sukcesji. Film nie daje recept, ale ostrzega.

Cóż z tego, że Senior miał plan i zasady, kiedy wcześniej nie zdołał zintegrować rodziny, a pod wpływem emocji jego zasady runęły, a żona zaczęła zbrodnią wyrównywać niesprawiedliwości, które były legalnie uprawnione? Nie zrobiła tego z chciwości, a z miłości do syna równie marnotrawnego jak pasierbica Katia. Emocje napędzają rodziny, a podczas sukcesji biznesu sięgają one zenitu – wówczas momentalnie jak w soczewce skupiają się wszystkie dysfunkcje.