Trudne rozmowy z dziećmi. Kiedyś seks, dziś pieniądze.

Udostępnij:


Kiedyś rodzice odsuwali od siebie i w czasie rozmowy z dziećmi o seksie. Jako krępujące, wstydliwe i niestosowne. Obecnie media „ułatwiają” pozornie sprawę w tym zakresie, bo docierają ze swoim przekazem do dzieci wcześniej nim się spostrzeżemy. Rozmowy o pszczółkach i kwiatkach trącą myszką. Za to dziś trudniejsze są rozmowy z dziećmi o pieniądzach. To jest w naszych rozmowach największe tabu. Skąd się biorą w naszej rodzinie, i na co naprawdę możemy je przeznaczyć?

Często dzieci prędzej dowiadywały się skąd się same wzięły w szkolnej toalecie niż od rodziców. To się zmieniło. Współcześni rodzice potrafią już zwykle nie unikać odpowiedzi na spontaniczne pytania dzieci o biologię. Potrafią dostosować przekaz do wieku. Czy taki sam postęp jest rodzinach przedsiębiorców w zakresie rozmów o pieniądzach, o tym co jest nam potrzebne i na co nas stać? Czym naprawdę jest bogactwo naszej rodziny? Na czym polega odpowiedzialne bogactwo?

Myślę, że rozmowa o pieniądzach w rodzinie jest trudniejsza niż o seksie. W końcu biologia dotyczy wszystkich i koniec końców różnice między ludźmi nie są fundamentalne. Za to rozpiętość majątkowa bardziej wpływa na wszystkie aspekty życia. Na aspiracje i możliwość ich spełniania.

Częste, otwarte i wielowymiarowe podejmowanie tematu wartości, pracy, przedsiębiorczości i dziedzictwa powinno być obecne w dyskusji między pokoleniami. Najważniejsze jest wyrobienie w dzieciach zdrowego podejścia do pieniędzy – powinny one dawać wolność tworzenia i realizacji śmiałych planów. Majątek powinien jednak służyć rodzinie. Lecz rodzina powinna tak z niego korzystać, aby dać tę samą szansę radości z jego posiadania kolejnym pokoleniom. To jak wielowiekowe gaje oliwne, które pielęgnowane dają plony przez stulecia.

Nie tylko rozmowy, ale równie, a może przede wszystkim obserwacja faktycznych zachowań członków rodziny w odniesieniu do majątku wytwarza w młodszym pokoleniu wzorce postępowania. Sprzyjają temu zasady tworzące Ład Rodzinny – czyli np. Konstytucja Rodzinna z podanymi regułami korzystania ze wspólnego majątku rodzinnego i podejmowania decyzji odnoszących się do niego. W oparciu o te reguły oraz faktyczne zachowania członków rodziny można kusić się o łatwiejszy przekaz wartości życiowych pomiędzy pokoleniami.

W rozmowach o podejściu do rodzinnego majątku nie pomogą media, szkoła czy rówieśnicy. Posługują się one zwykle samymi uproszczeniami. Rodziny i ich sytuacja bywają tak zróżnicowane, że szukanie samodzielnie prostych odpowiedzi prowadzi na manowce. Tym bardziej, że zazdrość, poczucie niesprawiedliwości, krzywdy, niespełnionych aspiracji mogą być trwalsze i dotkliwsze niż namiętności seksu. A chodzi tu o krąg osób bliskich sobie i związanych krwią oraz majątkiem. Rozrywanie tego związku jest bolesne i każdy wolałby uniknąć, aby stało się to z jego wyłącznej przyczyny. Stąd często czeka się na to, co przyniesie los i czas. Bywa to również zwodnicze. Nie pozwala ze spokojem patrzeć w przyszłość. Odejście pokolenia nie jest wtedy zwykłą, choć bolesną koleją rzeczy a początkiem dramatu kolejnych generacji.

Warto o pomyśleć o przekazie na temat majątku już wtedy, gdy dzieci są małe. Kształtować je. Nie polegać na tym, że sama szkoła wychowa je w poszanowaniu dziedzictwa. Szkoła nic nie wie o naszym dziedzictwie! Pomóc może doradca rodziny, ale też nie zastąpi miłości i osobistego przykładu rodziców czy starszego rodzeństwa.